Kontakt dla mediów

Napisz do nas
pr@csgroup.pl

Mierz wysoko z CS Group Polska – himalajskie szczyty

Niektórzy powiedzą, że wyprawą życia byłoby K2 czy Mount Everest, ale moją była Annapurna Base Camp. Jestem z siebie dumna i ogromnie szczęśliwa, że się udało. – Jolanta Larm, Kontrola Jakości, CS Group Polska S.A.

Każdy ma jakąś pasję – jedni biegają, jeżdżą na rowerze, inni nurkują, grają w szachy albo szydełkują. Ja chodzę po górach. :) 



Góry wyzwalają we mnie wszystko co najlepsze, czego sama po sobie się nie spodziewam. Sprawiają, że codzienne wielkie zmartwienia stają się takie bardzo malutkie, a emocjonalne rozterki wydają się śmieszne. To miejsce, gdzie czuję jedność ze wszechświatem i nieprzepartą miłość do każdej żyjącej istoty – wiem, jak trywialnie to brzmi, ale naprawdę tak czuję! Mogę wszystko!
Każdy trud – „odpadające” stopy, pot zalewający oczy, każdy obolały mięsień… to wszystko wynagradzają mi widoki, których nie ma nigdzie indziej! Kocham od lat nasze polskie góry, najbardziej Karkonosze i „pagórkowate” Bieszczady.
Dziś kocham też Himalaje.

Mówią, że jeśli czegoś bardzo się pragnie, można to zdobyć. I mówię Wam, można!

himalaje

Nepal zawsze wydawał mi się nierealny jako kierunek wakacji. Bo czasu dużo potrzeba, a pieniędzy jeszcze więcej. Wbrew pozorom, może Nepal nie jest tani, można owszem – zaoszczędzić nieco na jedzeniu, ale wszelkie wstępy, atrakcje turystyczne, przejazdy dla turystów, są dość drogie, nawet jak na nasze kieszenie. Ale „chcieć, to móc”, więc … chciałam, baaardzo chciałam.
Półtora roku pracy na niemal 2 etatach, zero czasu dla siebie, dziesiątki opuszczonych spotkań towarzyskich, koncertów i innych przyjemności. Zaowocowało to odpowiednimi środkami finansowymi i urlopem niewykorzystanym od dawna .;-)

Udało mi się przekonać przyjaciela, że to świetny kierunek – moja pasja i zaangażowanie udzieliły się także i jemu. Zaczęliśmy planować, czytać, sprawdzać, przerzucać blogi podróżnicze itd.
Nie sztuką jest bowiem zapłacić komuś za zorganizowanie całej wyprawy, sztuką jest zrobić to wszystko samemu. Jakaż jest satysfakcja, jeśli wszystko się uda!
Udało się! :)

himalaje 2

himalaje 3

himalaje 4

Moja wielka przygoda z Nepalem trwała 27 pięknych dni, z czego sam trekking w sercu Himalajów - 12 (reszta poświęcona na zwiedzanie Nepalu, od jednego końca po drugi :)).

Założeniem było wejść na ABC - Annapurna Base Camp (4130 m.n.p.m.). Biorąc pod uwagę, że w Polsce najwyższe Rysy mają nieco ponad 2500 m., było to duże wyzwanie. Dla mnie tym większe, że tak naprawdę „zza biurka” pojechałam w Himalaje. Nie przygotowywałam się szczególnie, nie trenowałam na siłowni, nie biegałam… nie zrobiłam nic. Dało się! ;-) Teraz jednak wiem, że przygotowanie być powinno – byłoby zapewne nieco łatwiej.

Szlak nie jest szczególnie wymagający, nie potrzeba specjalnego sprzętu czy nie wiadomo jakiej kondycji. Można czasem zrelaksować się na wiszącym mostku, popatrzeć na przepiękne rododendrony, pola uprawne i tarasy ryżowe wysoko na stokach.

Niemniej jednak, większa część szlaku to kamienne schody i kamienie, najczęściej nierówne i strome, więc kilka godzin chodzenia po czymś takim daje nieźle w kość.

Przy wysokości powyżej 3500 metrów oddech już staje się płytszy i cała ogólna kondycja kurczy się jak smażona pieczarka, dobrze więc, że na ostatnim odcinku szlaku – podejście z MBC Machhapuchhre Base Camp 3800m do ABC 4130m – wiedzie niemal „doliną” i schodów brak! Inaczej, słowo daję, nie wiem czy udałoby mi się tam wejść bo i tak co kilkanaście kroków musiałam stawać, żeby wyrównać oddech.

himalaje 5

himalaje 6

Na szczęście choroba wysokościowa nam się nie przytrafiła, za co dziękuję opatrzności, duchom Himalajów i wszystkim innym mocom. ;-)

himalaje 7

 

Dla kogoś, kto kocha góry, widoki himalajskich szczytów wryją się głęboko w serce i już tam zostaną.
Zdjęcia nie są w stanie oddać ich prawdziwego piękna i dostojności, mimo, że bardzo staraliśmy się to uchwycić. ;-)

himalaje 8

Najwyższy widoczny szczyt na zdjęciu, to Machhapuchhre (święta góra), ang. Fish Tail

Jednak Nepal, to nie tylko cudowne ośmiotysięczniki, to także zwykłe, biedne niestety życie Nepalczyków, to setki malutkich ołtarzyków modlitewnych rozsianych po całym Katmandu w zakamarkach nawet najmniejszych uliczek, gdzie zapuszczają się tylko tubylcy, albo tacy jak my – żądni „lokalnego folkloru”, dziesiątki świątyń – tych małych i tych ogromnych ociekających ‘złotem’.
Nepal to setki tysięcy kolorowych flag modlitewnych rozwieszanych na zewnątrz – począwszy od domów i ulic, kończąc na wielkich majestatycznych górach. To także młynki modlitewne i małpy w świątyni nazwanej ich imieniem. ;-)

No i przesławny Thamel (w Katmandu), dzielnica turystyczna w dziesiątkami sklepików, biur podróży, restauracji, barów i hoteli wszelkiej kategorii. ;-)

himalaje 9

Thamel (początek dzielnicy turystycznej, przedsionek piekieł normalnie)

himalaje 10

Złota świątynka gdzieś na jednej z ulic w Katmandu

himalaje 11

Młynki modlitewne w Swayambhunath zwanej także Świątynią Małp

Jedzenie w Nepalu jest zbliżone do znanej nam bardziej kuchni indyjskiej czy tajskiej. Króluje sztandarowy Dal- Bhat (ryż podawany z kilkoma różnymi sosami i sałatką), pyszne pierożki Momo i ostra Thukpa (zupa tybetańska). No i ser z mleka Yaka (w smaku podobny do naszych oscypków).

 

himalaje 12

Pierożki Momo z pysznym pikantnym sosem

W Nepalu jest masa bezdomnych psów, wiecznie głodnych i wiecznie śpiących gdzie popadnie – na środku ulicy, czy chodniku pełnym przepychających się ludzi. Niesamowite jest to, że wszyscy na takiego pieska uważają – nie potrącą, nie zdepczą, nie popędzą. Psiaki nie są groźne i zazwyczaj łaszą się ostrożnie, patrząc z niepewnością człowiekowi w oczy: da coś jeść, czy przegoni?

No i krowy! Wszędobylskie i święte. Wyobraźcie sobie naszą Wisłostradę warszawską, masę samochodów i chodzące, albo leżące na niej krowy! (za uderzenie krowy grozi mandat w wysokości do 50 USD, a to dla przeciętnego Nepalczyka niemal cały miesiąc pracy).
Generalnie z niedowierzaniem patrzyliśmy na ulice w Katmandu – nie ma ograniczeń co do użytkowników: jedną jadą samochody, rowerzyści, motocykliści, riksze, chodzą ludzie, psy i krowy. Nie ma też świateł dla pieszych! Chcąc przejść przez nawet bardzo ruchliwą i dużą ulicę, przechodzi się „na czuja”. Często należy się zatrzymać na środku i wyczekać moment, kiedy jedzie mniej samochodów, żeby móc iść dalej. Kiedy po raz pierwszy miałam przejść przez taką ulicę, serce miałam w gardle, zastanawiając się, czy przeżyję. Później chodziłam już na totalnym luzie, myśląc o tym, że my tu w Europie to strasznie przewrażliwieni jesteśmy. :)
Nigdy nie widzieliśmy tam żadnego wypadku. Ciekawe, jak bardzo przebijamy ich w statystykach policyjnych…

 

himalaje 13

Jakaż harmonia ;)

himalaje 14

Azję albo się kocha, albo nienawidzi. Ja kocham, mimo biedy, brudu, mimo tego, że nie ma wygód, a wszelkie standardy, jakie postrzegamy my, pozostawiają wiele do życzenia.
Mam jednak wrażenie, że ludzie tam są szczęśliwsi. Są uśmiechnięci, niezawistni, no i pomocni dla turystów. Starsi często nie mówią po angielsku, ale wtedy wołają jakieś dziecko w wieku szkolnym i taki np. 8-latek tłumaczy (w szkołach język angielski jest obowiązkowy od 1 klasy, niestety nie wszystkie dzieci mogą sobie pozwolić na naukę w szkole). No i powiedzmy to otwarcie: międzynarodowy język „na migi” zawsze zadziała, jeśli nie można inaczej. :)

himalaje 15

Kobieta w tle grillowała kukurydzę - to mama uroczego dziecka bawiącego się w skrzynce

W mojej subiektywnej ocenie Nepal jest cudownym azjatyckim krajem. Jeśli ktoś kocha Azję, albo góry, a najlepiej i Azję i góry – polecam! Warto wydać każde pieniądze, ja nie żałuję ani centa.
I raz jeszcze rzuciłabym wszystko i pojechała w Himalaje!

himalaje 16

…a może by tak jeszcze raz? ;)



Nasze marki